Relacja z SearchMarketingDay 2012 – dzień drugi (warsztaty)

Relacja z SearchMarketingDay 2012 – dzień drugi (warsztaty)


Mój udział w SearchMarketingDay 2012 rozpoczął się zaraz po powrocie z urlopu. 22. maja znalazłem się w klubie Słodownia na terenie Starego Browaru, gdzie odbywało się afterparty pierwszego dnia konferencji. W moim przekonaniu to właśnie bezpośrednie spotkania z innymi Specjalistami ds. Pozycjonowania stanowią największą wartość wszelkiego rodzaju szkoleń. Tak było również tym razem.

W trakcie afterparty miałem okazję spotkać wielu znajomych, których poznałem w trakcie budowania swojej kariery zawodowej. Poznałem również nowe osoby, z którymi z pewnością będę chciał utrzymać kontakt w przyszłości. Była to doskonała okazja, aby wymienić się doświadczeniami oraz porozmawiać o ostatnich aktualizacjach algorytmu wyszukiwarki Google, jak np. „pingwin” oraz o poczynaniach wyszukiwarki, takich jak ręczna interwencja zespołu odpowiedzialnego za jakość wyników wyszukiwań w sprawie stron play.pl, banku Millennium czy tablica.pl, która należy do grupy Allegro. Wspomniałem o grupie Allegro, ponieważ niedawno ukarana została porównywarka Ceneo, która również należy do tej grupy.

Następnego dnia pojawiłem się na terenie Multikina w Starym Browarze, gdzie odbywał się drugi dzień konferencji SearchMarketingDay. W tym dniu prowadzone były warsztaty przez Joe Sinkwitza (Cygnus) oraz Ralpha Tegtmeiera, który zastąpił nieobecnego Martina MacDonalda. Wszystkie te postacie znane są doskonale w branży SEO i należą niewątpliwie do największych autorytetów. W tym miejscu warto jest podkreślić fakt, że od strony organizacyjnej warsztaty stały na najwyższym poziomie i nie mogę zarzucić niczego organizatorom.

Pierwszą kwestią, która utkwiła w mojej pamięci jest prezentacja Joe dotycząca pozycjonowania pasożytniczego. Opowiadał on o zastosowaniach technik hakerskich w SEO, a właściwie o manipulowaniu kodem stron, których nie jesteśmy właścicielem. Pokazywał przykłady bardzo ciekawie zastosowanych cloakingów, które przy użyciu JavaScript przekierowywały użytkowników wchodzących na stronę z określonych fraz (tylko z nich) na inne strony docelowe. Z punktu widzenia prawnego działania takie powinny być ścigane (i są), jednak spryt tych osób jest na najwyższym poziomie. Stosując tego typu cloaking możliwe jest wypozycjonowanie czyjejś strony na interesujące nas frazy oraz przekierowanie użytkowników wchodzących TYLKO z tych fraz na nasze strony docelowe. W ten sposób ryzyko wykrycia takiego przekierowania jest znikome, ponieważ użytkownicy wchodzący na stronę z innych wyrażeń kluczowych zobaczą właściwą stronę. Jeśli właściciel zainfekowanej strony nie ma pojęcia o SEO i rzadko analizuje kod swojej strony, to prawdopodobnie będzie żył w nieświadomości. W tym miejscu zapewne większość osób zastanawia się dlaczego pozycjonować czyjąś stronę zamiast swojej. Odpowiedź jest prosta, ponieważ zastosowanie tych technik dotyczy fraz, których pozycjonowanie może prowadzić do sankcji prawnych. Ponadto, łatwiej jest wypozycjonować domenę, która ma wysoki autorytet w wyszukiwarce, niż nową stronę.

Warta uwagi była również informacja na temat kupowania domen zawierających literówki oraz pozyskiwanie z nich ruchu poprzez przekierowanie wszystkich na stronę docelową przy użyciu 301. W tym celu tworzone są „wirtualne subdomeny” w obrębie domeny docelowej, których celem jest buforowanie dużej ilości przekierowań 301 z domen zewnętrznych. Przekierowanie zamiast bezpośrednio trafiać na stronę docelową, trafia najpierw na subdomenę w obrębie domeny docelowej i z niej jest przekierowywana na adres docelowy.

Kolejna rzecz, o której była mowa, to sprawdzanie tematyczności strony (w rozumieniu wyszukiwarki Google) przy użyciu Google Adsense. Jeśli dobrze pamiętam, o tej metodzie wspominał Ralph, a polega ona na wklejeniu kodu Adsense na kilka minut oraz na sprawdzeniu tematyczności reklam, które się wyświetlają. Jeśli Google dobierał tematycznie reklamy to strona była ok, jeśli miał z tym problem, to musiała być przebudowana. Problem pojawia się jednak w niszach, gdzie Google nie jest w stanie wyświetlić reklam tematycznych, jednak w większości przypadków metoda ta powinna się sprawdzić. Ralph wykorzystywał tę metodę do sprawdzania tematyczności stron wspomagających pozycjonowanie względem strony docelowej.

Jednym z kluczowych elementów, który utkwił mi w pamięci jest sposób opisywania odnośników prowadzących do strony. O ile w stosunku do naszych klientów staramy się możliwie różnicować anchor teksty odnośników, to Joe bardzo mnie zaskoczył. W jego przypadku udział odnośników opisanych właściwym anchor tekstem stanowi zaledwie kilka procent.

O ile prezentacja Cygnusa dotyczyła technik black hat i była niewątpliwie bardzo ciekawa, to trudno byłoby zastosować te techniki przy pozycjonowaniu klientów. Dlatego też ciekawostki, które udało mi się usłyszeć pozostaną w mojej głowie, jednak nie będzie możliwości zastosowania ich na stronach klientów. Większość prezentacji Ralpha dotyczyła generowania dobrej jakości tekstów przy użyciu jego oprogramowania. Ralph wykorzystując synonimy oraz wyrazy bliskoznaczne jest w stanie wygenerować z jednego artykułu nawet kilka/kilkanaście tysięcy tekstów, które są sensowne i logiczne. Ponadto uważa on, że wszystkie są unikalne i nie ma problemu z zaindeksowaniem ich. Być może faktycznie tak jest, jednak ja nie jestem co do tego przekonany. Ponadto język polski jest dużo bardziej złożony niż angielski, wygenerowanie więc kilku tysięcy sensownych artykułów na podstawie jednego w języku polskim jest bardzo trudne do zrealizowania.

Podstawowym problemem, jaki cały czas widzę w szkoleniach prowadzących przez osoby z zagranicy, jest ogromna różnica w wysokości budżetów oraz świadomości klientów. Za granicą zdecydowana większość usług SEO realizowana jest na zasadzie usługi pozycjonowania rozliczanej ryczałtowo lub za pozyskiwanie określonej liczby odnośników prowadzących do strony, w Polsce natomiast niemal wszystkie umowy podpisywane są „na efekt”. Wynika to, w moim przekonaniu, z niskiej świadomości klientów dotyczącej tej usługi. W trakcie panelu dyskusyjnego wywiązała się rozmowa na ten temat i chyba najbardziej z całego tego dnia utkwiła mi w pamięci mina oraz komentarz Cygnusa, gdy usłyszał o wysokości średniego budżetu firmy w Polsce, która zleca usługę SEO. „That’s all??” oraz zdziwienie i zaskoczenie pozostałych gości z zagranicy – to idealne podsumowanie świadomości rynków zagranicznych na temat SEO w Polsce.

Osobiście jestem bardzo zadowolony z warsztatów, w których miałem okazję uczestniczyć. W nimniejszym artykule przedstawiłem tylko kilka informacji, które utkwiły w mojej pamięci, ale w mojej głowie pozostało zdecydownaie więcej ciekawostek. Informacje, które chcieli przekazać nam zaproszeni goście z pewnością były bardzo ciekawe, niekiedy jednak trudno przenieść jest je na polskie realia. Dlatego właśnie uważam, że spotkanie z innymi Specjalistami ds. Pozycjonowania było największą wartością SearchMarketingDay i jeśli w przyszłym roku będę miał okazję ponownie uczestniczyć w tym wydarzeniu, to z przyjemnością to zrobię.

Relacja z SearchMarketingDay 2012 – dzień drugi (warsztaty)
Ocena

1 Komentarz

Dodaj własny

+ Napisz komentarz

Administratorem Państwa danych osobowych jest Widzialni.pl sp. z o.o. sp. k.
Pełna treść Polityki Prywatności